Mam na imię Tadzio. Jestem starszym, spokojnym i łagodnym psem z bardzo smutną historią :( Całe życie spędziłem na łańcuchu. A kiedy się postarzałem i przestałem być tak czujny jak za młodu, to przestałem dostawać jedzenie. Aż pewnego dnia, w największe styczniowe mrozy, znalazłem się sam przy drodze, wychudzony i zagubiony. Ponieważ słabo słyszę i prawie nie widzę, to na dodatek potrącił mnie samochód. Na szczęście znalazła mnie w rowie dobra dusza i trafiłem do szpitala. Pan doktor powiedział że mam skrajną anemię, doły głodowe w głowie i ważę połowę tego co powinienem. Teraz, w domu tymczasowym, odzyskuję siły, odbudowuję mięśnie i już się tak nie chwieję na łapkach. Mam dach nad głową, miękkie posłanie i pełną miskę. Bardzo lubię bliskość człowieka i głaskanie, nigdy wcześniej tego nie zaznałem, albo tak dawno, że nie pamiętam. Ale wiem, że to wciąż nie jest mój prawdziwy dom. To tylko przystanek. A ja marzę o miejscu, gdzie zostanę już na zawsze. Mówią, że jestem rozczulający, kochany i słodki. Nie potrzebuję wiele — ciepłego kącika, delikatnej dłoni, spokojnych spacerów i kogoś, kto spojrzy na mnie z czułością, a nie jak na problem. Nigdy w życiu nie zaznałem prawdziwej troski, ale mimo to wciąż ufam ludziom i cichutko proszę o miłość. Nie jestem już młody. Nie będę biegał jak szczeniak ani psocił. Za to dam Ci coś znacznie więcej — wdzięczność, spokój i serce, które pokocha Cię najmocniej, jak tylko potrafi starszy pies. Szukam takiego miejsca, gdzie poczuję się bezpiecznie i już nikt nigdy mnie nie zostawi. Może to właśnie u Ciebie czeka na mnie mój ostatni, prawdziwy dom?